Strona główna » Aktualności » Widzew Łódź - Górnik Zabrze 2:0 (2:0)
sobota, 10.12.2011, 15:37; 745 odsłon
©Maciej Gręda
Widzew zasłużenie wygrał z Górnikiem 2:0, kończąc tym samym sezon w bardzo ładnym stylu.
Już w 9 minucie po kontrze Widzewa rozegranej środkiem do prostopadłego podania nie doszedł Przemysła Oziębała. Wyprzedził go obrońca Górnika, ale wykopał futbolówkę wprost pod nogi Adriana Budki. Skrzydłowy Widzewa skierował piłkę do pustej bramki, z której wcześniej wybiegł do przodu bramkarz chcąc powstrzymać rozpędzonego Oziębałę.
W 27. minucie kolejna szybka akcja Widzewa zakończyła się bramką dla łodzian. Bruno Pinheiro wypuścił w pole karne ładnym podaniem Oziębałę, a ten bez namysłu huknął nie do obrony.
Ozi kolejną dobrą okazję miał w 35. minucie. Tym razem znakomitym podaniem ze skrzydła obsłużył go Budka. Napastnik Widzewa wbiegł w pole karne i strzelił groźnie, ale niecelnie.
Przez całą pierwszą połowę Górnik nie był w stanie stworzyć sobie żadnej klarownej okazji do strzelenia bramki. Kilkukrotnie strzałami z dystansu próbował zaskoczyć Macieja Mielcarza Daniel Gołębiewski. W 39. minucie po błędzie Ugo Ukaha kilka metrów od widzewskiej bramki piłkę przejął Prejuce Nakoulma. Jego strzał był jednak za leki i poradził sobie z nim Mielcarz.
Zabrzanie próbowali prowadzić grę przez większość spotkania, ale wychodziło im to marnie. Widzew z kolei cierpliwie czekał na kontry. Dzięki temu udało się wyprowadzić kilka naprawdę groźnych akcji, zwłaszcza skrzydłami, gdzie aktywni byli zarówno pomocnicy (Budka, Krzysztof Ostrowski) jak i obrońcy (Dudu, Jakub Bartkowski).
Łodzianom szybko wypracowane dwubramkowe prowadzenie udało się dowieźć do przerwy bez większego problemu.
Początek drugiej połowy to przede wszystkim chaotyczne ataki gości. Widzew rzadko przedzierał się pod pole karne rywala. W 65. minucie trener Mroczkowski zdecydował się na podwójną zmianę w ofensywie. Na boisko w miejsce Ostrowskiego i Oziębały weszli Princewill Okachi i Mariusz Stępiński.
W tej części gry żadna z drużyn nie była blisko zdobycia bramki. Walka toczyła się głównie w środkowej strefie, a ataki ograniczały się do niecelnych wrzutek. W Widzewie z przodu starał się Okachi, próbował też walczyć Stępiński, ale wymiernych efektów nie było. 10 minut przed końcem spotkania na murawie pojawił się Piotr Mroziński zastępując rozgrywającego dobre zawody Hachema Abbesa.
Nic dodać, nic ująć, widzewiacy wygrali zasłużenie i pozytywnie zakończyli sezon przed własną publicznością. Gratulacje!
